wtorek, 1 lipca 2014

Tajpej: Barbie Cafe

Witajcie!

W dzisiejszej notce zapraszam Was do różowego królestwa, albowiem kilka dni temu, pomiędzy stacjami metra Zhongxiao Xinsheng i Zhongxiao Dunhua, udało mi się odnaleźć miejsce o wdzięcznej nazwie Barbie Cafe. Stwierdziwszy, iż jest to destynacja, do której nieświadomie całe życie ciągnęło mnie moje serce, zdecydowałam się wyruszyć na jej podbój wraz z dwoma przyjaciółmi - Tajwanką Jessicą oraz Paragwajczykiem Manuelem.

Odnaleźć kawiarenkę jest bardzo łatwo, wystarczy po prostu wyjść ze stacji Zhongxiao Xinsheng i iść prosto w kierunku Zhongxiao Dunhua, dopóki oczom naszym nie ukażą się pierwsze światła LED:



Fotka oczywiście być musi.

Kawiarenka znajduje się na drugim piętrze. No dobra, wchodzimy na górę. Ach, ta ekscytacja!


Po chwili znajdujemy się wewnątrz. Manuel traci głos, najwyraźniej przytłoczony nadmiarem różu; w lokalu, poza kelnerami przebranymi na kształt Kena, jest on jedynym facetem.



Tak wygląda kasa. Na wstępie zostajemy poinformowani, że płaci się po posiłku, przy czym do ceny należy doliczyć dziesięć procent napiwku. No niech im tam będzie.

Rozsiadamy się wychodnie, w ręce nasze wpadają karty dań (jest i po angielsku!) i po chwili już każdy z nas na coś się decyduje. Osobiście mam wielką ochotę spróbować risotto z trufli; cena straszna dla mojego serduszka, bo aż 400 NTD, czyli około 40 zł, no ale jeden luksusowy posiłek w roku nikogo chyba jeszcze nie zabił. Wołamy piękną kelnerkę, składamy zamówienie~ i wtedy okazuje się, że nie mogą go zrealizować, bo wybraliśmy rzeczy ze strony obiadowej, a tu już druga po południu. Kto normalny je obiad o drugiej popołudniu? Och, ten Tajwan~ zawsze mu się spieszy z jedzeniem~ Trudno. Zamiast tego postanawiam wziąć frytki serowe za 200 NTD z działu przekąsek oraz tiramisu za 120 NTD z deserów. Jesse poprzestaje jedynie na frytkach, Manueal zaś bierze Ciasto Barbie oraz cappucino.


Zamówienie dociera po  pięciu minutach.


Moje tiramisu <3 W chwilach takich jak ta jem najpierw oczami. Deser naprawdę smaczny, nie żałuję ani jednego wydanego dolara. Niestety, z tej ekscytacji zapomniałam cyknąć fotę frytkom;musicie uwierzyć mi na słowo, że była to naprawdę gigantyczną porcją, nie byłam w stanie nic zjeść do końca dnia.



Zamówienie Manuela.

Bo tak w ogóle bar prezentuje się tak:

 



"Herbaty z mlekiem, ma pani?"


Po posiłku przychodzi oczywiście pora na małą sesję.




Asian style photo.






Jak iść na całość, to iść na całość! Wołam jedną z uroczych kelnerek i uwieczniamy nasze pyszczki na wspólnej fotografii.



Kawiarenkę opuszczamy koło godziny trzeciej. Bardzo przyjazna atmosfera, miły personel, jedzenie (a przynajmniej desery i frytki) - naprawdę raj dla podniebienia. Obok osławionego Modern Toilet jest to stanowczo moja ulubiona restauracyjka tematyczna. A jest ich w Tajpej wiele: ninja, z motywem szpitalnym, samolotów~ Tyle miejsc do zobaczenia. Tak mało czasu.

Pozdrawiam,
Xin-Yan He